I dopiero wtedy walnąłem się w głowę. Zrozumiałem, że trzeba fotografować w taki sposób, aby zdjęcia miały wartości historyczne i dokumentalne, żeby każde ujęcie niosło ze sobą ducha epoki. Od tej pory staram się postępować dokładnie odwrotnie. Robię fotografie dokumentujące oprócz głównego tematu tak przy okazji życie codzienne, jakiś motyw charkterystyczny dla współczesności, która przecież jutro, za tydzień, czy za rok - stanie sie przeszłością. Czasami czekam specjalnie, aż upatrzony przechodzień wejdzie mi w kadr i tym samym uzupełni kompozycję fotografii.
Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że to co robię to jest często SZTAFAŻ.
Sztafaż – to (z niemieckiego: Staffage od ausstaffieren czyli „przyozdabiać”) są zgodnie ze szkolną definicją - postaci ludzkie i zwierzęta oraz inne dodatkowe motywy ożywiające kompozycję obrazu lub fotografii, nie odciągające jednak uwagi odbiorcy od głównej treści dzieła.
Sztafaż w fotografii był stosowany już od wielu lat. Przykład to stara stereofotografia z Chin. Mur Chiński sam w sobie byłby trochę nudny. Postać Chińczyka trochę go ożywia:

Jeszcze bardziej ożywiają obraz trzy kobietki przed Łukiem Triumfalnym Cesarza Konstantyna w Rzymie. Z prawej widać Koloseum:

A już najciekawsza jest stara pocztówka przedstawiająca świątynię w Karnaku, Egipt. Najciekawsza, bo to najbardziej prymitywna forma sztafażu, jaką widziałem:
Biedny, bosy Egipcjanin dostał pewnie jakiegoś marnego piastra w zapłacie za to, że usiadł na stopie posągu i pozwolił zrobić sobie zdjęcie. Co za nienaturalna sytuacja. Jednak sama fotografia nabiera innej wartości. Pokazuje jak wyglądali prości Egipcjanie w dawnych czasach. Dziś zapewne najczęściej spotkalibyśmy ich w dżinsach.A to mój przykład z Olsztyna. Dwie fotografie tego samego miejsca – piękna willa na rogu ulic Kościuszki i Niepodległości:
Na pierwszym zdjęciu sama willa. Na drugim willa ze sztafażem w postaci przejeżdżającego samochodu. Drugie zdjęcie ma niepowtarzalną zaletę – dzięki rozszyfrowaniu marki i modelu samochodu możemy je datować z błędem +/- 10 lat. Pierwsza fotografia mogła być zrobiona równie dobrze wczoraj, jak i 50 lat temu.
A wracając do samej willi – to willa rodziny Hermenau. Zbudował ją w 1902 roku Conrad Hermenau, potomek starej olsztyńskiej rodziny kupieckiej i fabrykanckiej. Był on szefem firmy prowadzącej tartak parowy i skład drewna „Conrad Hermenau & Co”, ulokowanej w pobliskiej dzielnicy przemysłowej w zakolu Łyny. Willa jest przepiękna. Zawsze przyglądam się jej będąc w okolicy, a szczególnie oczu nie mogę oderwać od drewnianego rzeźbionego balkonu. Zapewne zachwycał się nią również Wolfgang Hermenau, który był kolejnym i ostatnim niemieckim właścicielem samej willi, jak i tartaku. Wolfgang Hermenau był członkiem Volkssturmu. Zginął niedaleko swojej willi w nocy z 21 na 22 stycznia 1945 roku w walce z atakującymi od strony Kolonii Mazurskiej oddziałami Armii Czerwonej.










A to ponętna kobieta na brzegu morza. W tamtych czasach musiało to być bardzo odważne zdjęcie :)
A na koniec polonik – bose dzieci w Zakopanem: