niedziela, 15 stycznia 2017

Olsztyn lata 60-te. Ratusz, Wysoka Brama, "Karolek".



Dziś skontaktował się ze mną Pan Darek Orzol. Przesłał mi skany trzech fotografii Olsztyna, które znalazł w swoim domowym archiwum. Fotografie zostały wykonane przez jego ojca w latach 60-tych XX wieku.
Fotografie są bardzo interesujące - widać na nich jeszcze taki powojenny bałagan. Budynek z lewej to rudera bez okien. Obok kawałek zaniedbanego trawnika. Z prawej trwa jeszcze budowa kamienicy, w której przez długie lata był mój ulubiony sklep sportowy.
Fotografie są trzy - zostały wykonane seryjnie od lewej do prawej. Pozwoliły na połączenie ich w całość. Powstała sympatyczna panorama Olsztyna - to ostatnia fotografia. Oceńcie sami.
Panie Darku - serdecznie dziękuję za przesłane fotografie!









piątek, 13 stycznia 2017

Tajemnica zaginionej tablicy z pomnika poległych na cmentarzu w Dajtkach


Wczoraj w Muzeum Nowoczesności odbyła się prezentacja odnalezionej tablicy z pomnika poległych w pierwszej wojnie światowej żołnierzy - mieszkańców dawnych Dajtek, czyli Deuthen.
W trakcie prezentacji zarówno samą tablicę, jak i stan badań nad jej historią przedstawił olsztyński historyk Rafał Bętkowski. Okazuje się, że historia tej tablicy skrywa wiele tajemnic - zarówno związanych z zaginięciem tablicy, jak i jej odnalezieniem.
Tablica nie zaginęła zaraz po wojnie, ale - jak twierdzą świadkowie - dopiero na początku lat siedemdziesiątych. Zdejmowało ją dwóch panów. Niektórzy mówią, że na polecenie władz wojewódzkich lub partyjnych (co wtedy właściwie na to samo wychodziło). Czy na pewno? Czy w takim przypadku tablica nie zostałaby zniszczona? Może trafiła na złomowisko, skąd ją ktoś uratował? Zadziwiające jest, że w takiej sytuacji tablica przetrwała do naszych czasów.
A jak została odnaleziona? Pod koniec 2015 roku pojawiła się na złomowisku w Nadarzycach koło Złotowa (informacja z Biuletynu Muzeum Nowoczesności nr 6). Potem znów zaginęła. Odnalazła się w 2016 roku w Gdańsku, gdzie ktoś podarował ją do muzeum Strefa Historyczna Wolne Miasto Gdańsk. Tam też dokonano pierwszej, wstępnej identyfikacji tablicy. Nikt nie wie, co działo się z tablicą w międzyczasie. Niektórzy mówią o cudzie - cudzie, że tablica dotrwała do naszych czasów.
Po prelekcji Rafała Bętkowskiego rozgorzała dyskusja. Z rozmów z kilkoma osobami, którzy zgodnie to potwierdzają - wynika, że największe wrażenie, powodujące wręcz ciarki na plecach, wywarł na wszystkich moment, kiedy jeden ze słuchaczy zabrał głos i powiedział: "Nazywam się ................... (i tu padło nazwisko wymienione na tablicy), jestem mieszkańcem Dajtek, osoby wymienione na tablicy to moja rodzina, opowiadał mi o nich ojciec".

Przeczytajcie nazwiska wymienione na tablicy: Moczarki, Rykowski, Koslowski, Konieczka, Langowski, Wroblewski, Kornalewski, Gorski, Orlowski, Woidowski Iablonski, Falkowski, Dombrowski i inne - to nazwiska Warmiaków, polskojęzycznych mieszkańców Warmii.
Jak słusznie zauważył Rafał Bętkowski - takich pierwszowojennych pomników nie można traktować jako pamiątek pruskiego militaryzmu. W czasie pierwszej wojny światowej nie było zwyczaju ani możliwości sprowadzania do domu ciał poległych żołnierzy. Zostali pochowani tam, gdzie polegli, najczęściej daleko od domu - we Francji, w centralnej Polsce itp. Pomniki, jak ten w Dajtkach, stanowiły miejsce, gdzie najbliżsi mogli ich opłakiwać, pomodlić się za ich duszę, zapalić świeczkę.

Co jeszcze zrobiło na mnie duże wrażenie? Dziury po kulach. Przestrzeliny. Jakiś sowiecki sołdat zapewne pociągnął po pomniku z pepeszy.






Pomnik przed wojną:


Pomnik przed wojną - źródło:  Gazeta Wyborcza


Pomnik przed remontem - luty 2009 roku:










Pomnik został wyremontowany w 2013 roku. Dodano tablicę wykonaną z czarnego kamienia. Napis w dwóch językach: polskim i niemieckim. Niestety wtedy nikt nie wiedział, jak tablica wyglądała w oryginale. 
Tak pomnik wygląda dziś, czyli 14 stycznia 2017 roku:






poniedziałek, 2 stycznia 2017

Piękna Pani i Pan w cylindrze - Warszawa, XIX wiek.




Wpadła mi w ręce stara fotografia wykonana w zakładzie:  
L. Kowalski 
Warszawa 
Mazowiecka 10

Tak patrzę na nią i myślę. Myślę. Wydaje mi się wyjątkowo interesująca. 
Ponieważ:
Primo. Jest stara. Wykonana pod  koniec XIX wieku.
Secundo. Jest to polska fotografia. Zrobiona w atelier w Warszawie... tyle ich można teraz kupić, ale po co mi jakaś tam fotografia z germańskiego, francuskiego czy innego miasta, które nawet nie wiem gdzie leży?
Tertio. Ta niesamowita moda. Pani i Pan wyglądają jak żywcem wyjęci z powieści Balzaka, Żeromskiego albo Prusa.  Wokulski i jego żona Izabela?

Pani. To coś na ramionach. Piękne, a jednocześnie niesamowicie praktyczne. Łabędzi kształt szyi. Dobrze ją i całą głowę z tyłu osłania. Lepsze od każdego szalika.
Pan. Cylinder. Teraz eleganccy panowie chodzą co najwyżej w błyszczącym garniturku i standardowym krawaciku. O nakryciu głowy nie ma co mówić. Nikt dzisiaj nie nosi cylindrów, ani nawet kapeluszy. A do eleganckiego ubioru po prostu nie przystoi wełniana czapeczka albo "bejzbolówka" z daszkiem.
Pan jest młody. Rzadki wąsik podkręcony do góry. Zapewne na cukier. Nadęta mina, jakby chciał przydać sobie powagi.
Wyjątkowo dobrze skomponowane zdjęcie. Nie na darmo na odwrocie właściciel atelier fotograficznego napisał: "Photographie Artistique".